Po co te pomiary?
Każdy teoretycznie zdaje sobie sprawę, że aby zrobić zdjęcie trzeba odpowiednio dobrać ekspozycję. Czyli taką kombinację czasu otwarcia migawki i przesłony aby poprawnie naświetlić negatyw/pozytyw lub matrycę. Wiele osób jednak nie wie jak się za to zabrać i całkowicie się zdaje na automatykę. A potem często ma pretensje do aparatu, że nie poprawnie naświetla.
Z drugiej strony wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że negatyw jest niepoprawnie naświetlony, bowiem odbierając odbitki z fotolabu otrzymujemy, je już odpowiednio poprawione przez laboranta (ze slajdami nie ma tego problemu bowiem tu wszystko widać jak na dłoni). Jednak nie da się poprawić czegoś co już jest zepsute co pokazuje poniższy przykład.
|
Zdjęcie obok na pierwszy rzut oka wydaje się być dobre. Jednak po chwili widzimy, że coś z nim jest nie tak. Chmury w lewym górnym, wyglądają zupełnie inaczej niż pamiętamy. A pamiętamy, że były tam jakieś fajne kształty. A tu mamy jasną plamę, bez żadnych szczegółów.
Stało się tak ponieważ zdjęcie zostało prześwietlone, następnie odbitka została przyciemniona, w efekcie czego straciliśmy całe "światła" i do tego kontrast sceny nam się zmniejszył. Oczywiście kontrast można jeszcze "podciągnąć" ale przepalenia już zostaną. |
|
Kolejne zdjęcie wydaje się być już lepsze. Chmury się już znacznie ciekawiej eksponują, ale znowu coś tu nie daje nam spokoju. Po chwili zastanowienia widzimy, że ciemne zobcze góry jest jakieś takie bez wyrazu. Tym razem tam brak szczegółów. Oczywiście można i tym razem spróbować "podciągnąć" kontrast ale ciemne partie zdjęcia i tak pozostaną niewyraźne tyle, że ciemniejsze.
Jak już można się domyśleć tym razem zdjęcie zostało niedoświetlone a odbitka podjaśniona. Dzięki czemy "światła" mamy teraz całkiem dobre, ale cienie zostały ucięte. |
|
Ostatnie zdjęcie przedstawia tą samą scenę, gdzie pomiar światła był robiony bardziej świadomie. Zarówno ciemne zobcze góry jak i chmury są całkiem wyraźnie. Dodatkowo partie śniegu ukazują nierówności terenu czego nie było widać na pierwszym zdjęciu. Oczywiście nie jest ono całkiem idealne bowiem, kontrast sceny przwyższał możliwości negatywu więc i tak wszystkiego nie dało by się uchwycić bez obniżania kontrastu. |
Jeżeli ktoś nie dostrzega różnic w powyższych zdjęciach dalsza część artykułu raczej go nie zainteresuje. A jeżeli chcemy się dowiedzieć jak świadomie decydować jak będzie wyglądała nasza odbitka przed wyzwoleniem migawki to ten artykuł trochę mu pomoże.
Czy można się bez tego obejść?
Wszystko to co widzimy, zawdzięczamy światłu. Światło odbija się od różnych powierzchni i wpada do naszych oczu, gdzie zostaje rejestrowane i po przetworzeniu w naszym mózgu powstaje obraz. Podobne zjawisko jest wykorzystywane w fotografii, tyle tylko, że zamiast czopków i pręcików w korpusie mamy jakiś materiał światło czuły lub matrycę z gęsto upakowanymi elementami światłoczyłymi. Jest jednak jeszcze jedna poważna różnica.
Nasze oczy są bardzo elastyczne i potrafią bardzo szybko dostosowywać się do panującej warunków. Do tego robią to w sposób selektywny. Czyli jeżeli w słoneczny dzień kiedy kontrast jest bardzo duży, patrzymy się na jasno oświetloną ulice automatycznie zwężają się nam źrenice powodując przyciemnienie obrazu. Jeżeli natomiast naszą uwagę przeniesiemy na kogoś stojącego pod pobliskim drzewem automatycznie obraz sobie rozjaśnimy bo przeciwnym razie nic byśmy tam nie zobaczyli. Gdybyśmy natomiast zrobili zdjęcie tej samej sceny i postarali się prawidłowo naświetlić osobę w cieniu, pozostałe partie zdjęcia będą się wydawać dużo jaśniejsze niż w rzeczywistości. Oczywiście potrafiąc mierzyć światło możemy określić co jak będzie wyglądało i w zależności co chcemy uchwycić odpowiednio dobrać parametry ekspozycji. Jeżeli natomiast zdamy się na automatykę aparatu to tak jakbyśmy rzucili monetą. Coś tam wyjdzie, coś tam laborant wyciągnie może przez przypadek sie uda, ale nie o to przecież chodzi.
Próba robienia zdjęcia w mocno kontrastowych warunkach, musi się zakończyć kompromisem, albo odcinamy światła, albo cienie albo zmniejszamy kontrast poprzez skrócenie czasu wołania negatywu. Dlatego należy zacząć od zastanowienia się jak duży kontrast nasz materiał światłoczuły potrafi przenieść. I tu jest problem bo z tym jest różnie. Pojemność negatywów jest bardzo zróżnicowana. Ogólnie im czułość negatywu jest mniejsza tym więcej on potrafi zarejestrować. Dodatkowo zdecydowanie więcej potrafią przenieść negatywy czarno-białe. Zdecydowanie gorzej jest w przypadku negatywów kolorowych i slajdów a juz zupełnie na szarym końcu znajdują się matryce aparatów cyfrowych.
Rodzaje pomiarów światła
Pomiar matrycowy jest to chyba jeden z najczęściej używanych pomiarów światła. Wszystkie nowoczesne lustrzanki prześcigają się w większej ilości punktów matrycy i bardziej zaawansowanych algorytmach. Co jednocześnie nie zmienia faktu, że jest to najgorszy z możliwych pomiarów. Nie daje osobie obsługującej, taki aparat najmniejszej konroli nad sceną, bowiem nigdy nie wiadomo, z jakich punktów korpus zdecydował się skorzystać i nie wiadomo w jaki sposób ustali ekspozycję. Cała wiedza zawiera się w algorytmach zaszytych w mikroprocesorach aparatów. Ten pomiar został wymyślony dla ludzi nie mających kompletnie pojęcia co to jest czas otwarcia migawki co to jest przesłona i co to w ogóle jest pomiar światła. Teoretycznie w prostych sytuacjach powinien poprawnie naświetlić błonę. Bez wnikania co to znaczy poprawnie w tym przypadku.
Pomiar centralnie ważony działa na zasadzie pomiaru światła z jakiegoś obszaru z okolic centrum kadru, następnie w trakcie uśreniania wzmacnia się pomiar z obszarów bliżej centrum kadru. Niektóre aparaty nie wzmacniają okolic środka kadru tylko uśredniają pomiar z całego obszaru. Ten tryb daje większą kontrolę nad sceną, bowiem nie ma tu żadnych zaszytych algorytmów o których nic nie wiemy. Ale nadal wielkość obszaru w którym jest dokonywany pomiar jest tak duże, że poważnie utrudnia podjęcie decyzji o tym jak daną scenę skorygować, ale przynajmniej wiemy już co się dzieje.
Pomiar punktowy zaryzykowałbym stwierdzenie, ze tylko w ten sposób możemy dokładnie określić parametry sceny. Pomiar odbywa się w bardzo małej części kadru najlepiej aby był to jeden stopień. Ale tak małe pole pomiaru oferują tylko światłomierze zewnętrzne. Światłomierze wbudowane w aparat są zwykle punktowe tylko z nazwy.
Jak mierzyć...
Pierwszą rzeczą jaką należy sobie uświadomić to to, że wszystkie światłomierze myślą na szaro. A dokładniej to jako punkt odniesienia przyjmują sobie poziom szarości jaki daje powierzchnia odbijająca 18% światła białego. Wszystko co jest jaśniejsze to będą się starać przyciemnić w wszystko co jest ciemniejsze postarają się podjaśnić. Czyli jeżeli zrobimy dwa zdjęcia, jedno zupełnie białej powierzchni a drugie zupełnie czarnej, to w efekcie otrzymamy dwie dokładnie takie same odbitki.
Skoro wiemy już, co to znaczy, że światłomierze myślą na szaro, to należy zastanowić się jak tą wiedzę wykorzystać. Na razie zastanówmy się jak sfotografować białą powierzchnię tak aby zdjęcie faktycznie było białe. Mianowicie po tym jak dokonamy pomiaru wiemy, że nasz aparat chce z tego zrobić coś co poziomem szarości opowiada szarej karcie kodaka czyli V strefie. Jeżeli przyjmiemy w uproszczeniu, że nasza błona mieści 10 stref. To musimy skorygować wskazania światłomierza o 5 działek przysłony aby osiągnąć biel. Czyli np. światłomierz wskazał nam 1/250s i f1/11 aby otrzymać białą odbitkę to musimy ustawić następujące parametry 1/250s i f1/2.
No to teraz wiemy praktycznie już wszystko jak mierzyć światło. Czyli reasumując, jeżeli znamy kontrast sceny oraz kontrast naszego negatywu/pozytywu, mierzymy punktowo i wprowadzamy odpowiednie korekcje. Teraz może się nasunąć pytanie, ale jak korygować? I tu może co niektórym przypomnieć się stare powiedzenie, mierz na cienie a wołaj na światła. Co to oznacza? Zmieniając czas wołania negatywu przesuwamy głównie jego "światła" zaś "cienie" pozostają w miejscu. Dlatego jeżeli podczas pomiaru interesujące nas cienie ulokujemy w odpowiednim miejscu to w trakcie wołania, światła możny ulokować tam gdzie chcemy. Jeżeli nie mamy wpływu na czas wołania negatywu to musimy określić jak kontrastową mamy błonę i sprawdzać kontrast sceny czy czasem nie jest za duży i czy nie będzie trzeba czegoś obciąć.
To teraz można spróbować wykorzystać tą wiedzę w praktyce. Jesteśmy na wycieczce, widzimy jakiś sławny budynek na którego tle ktoś znajomy chce abyśmy mu zrobili zdjęcie. Można do tego podejść w sposób następujący, oceniamy co chcemy sfotografować i jak ma wyglądać nasze zdjęcie. Załóżmy że jest już popołudnie, więc słońce nie jest za wysoko i daje ładne miękkie światło, rzucające długie przyjemne cienie. Chcieli byśmy aby dobrze było widoczne i niebo z ładnymi chmurkami oraz detale jakie widzimy w cieniu budynku, a jednocześnie aby twarze naszych znajomych dobrze się eksponowały. Dlatego najpierw musimy sprawdzić jaki jest kontrast. Czyli pomiar na jakieś ciemne oraz jasne fragmenty sceny (rzeczy w cieniu budynku i np. jasne części nieba tudzież chmur ale tam gdzie jest widoczna faktura powierzchni) jeżeli różnica wynosi 4EV (4 działki przesłony), to jest bardzo dobrze, jak mniej to też dobrze. Jeżeli więcej to będą białe przepalone plamy. Teraz znowu robimy pomiar światła na najciemniejsze elementy sceny gdzie chcemy mieć szczegóły i korygujemy wskazanie światłomierza od dwie działki do góry. Pozostaje jeszcze zrobić pomiary twarzy naszych znajomych. Jeżeli kolor skóry jest "normalny" (nie są mulatami albo bardzo opaleni) to powinni być skorygowani o jedną działkę w dół.
Np. pomiar na ciemne partie: 1/250, 1/4, na jasne: 1/250, 1/16, korygujemy scene na 1/250, 1/8, gdyby twarze były w: 1/250, 1/11 to było by już nieźle. Przy takim podejściu będziemy mieli ładne czernie, całkiem możliwe, że ładne biele, a do tego wszystkie szczegóły w światłach i w cieniach i do tego jeszcze przyjemne przejścia tonalne.
Możliwe, że będzie więcej elementów które będziemy chcieli umieścić w odpowiednim miejscu w scenie ale to tylko przykład. Sytuacja jest oczywiście o tyle nie typowa, ponieważ znajomym nie robi się zdjęć w taki sposób, bowiem w trakcie naszej zabawy się znudzą i dawno sobie pójdą, a i tak nie będą w stanie odróżnić zdjęcia poprawnego od niepoprawnego. W takim przypadku można skorzystać z pomiaru matrycowego, jest to jedyne jego zastosowanie;) A jak już sobie pójdą to wyciągamy statyw, wężyk spustowy ,światłomierz, komplet obiektywów i dobrze się bawimy.
I na koniec ostatnia uwaga. Jeżeli nasz negatyw ma 10EV pojemności. To pamiętajmy, że strefa 0 i X odpowiadają całkowitej czerni i całkowitej bieli. A te wartości nas nie interesują. Jakieś interesujące szczegóły pojawiają się pomiędzy strefami III i VII. W strefie III są już takie poziomy szarości, że już coś widać, natomiast strefa VII nie jest jeszcze tak jasna, że by już nic nie było widać. Tak więc użyteczny zakres to 4EV. Dlatego dobrze jest na początku szukać w scenie III strefy i korygować o 2 działki do strefy V.