Dzień pierwszy - rozpoczynamy spływ.
Na miejsce przybywamy wieczorem dnia poprzedniego. Obóz zakładamy na brzegu J. Rospuda. Przy ujściu J. Czarnego. Rano zwijamy obóz i rozpoczynamy spływ. Pogoda jest ładna, słońce świeci, nic więcej nam nie potrzeba.
Z końcem J. Rospuda pogarszają się nieco warunki spływu. Rzeka na tym etapie jest wąskim i płytkim strumieniem. Dlatego często konieczne jest pokonywanie trasy piechotą wzdłuż rzeki.
Ludzie z miasta mogą zobaczyć jak wyglądają prawdziwe zwierzęta.
Dopływamy do J. Garbaś i tu też rozbijamy obóz. Jesteśmy trochę zmęczeni, ale jak na pierwszy dzień wiosłowania, jest całkiem nieźle.
Dzień drugi
Jeżeli chodzi o zwijanie obozu to mamy już pewną wprawę i idzie nam to dosyć sprawnie. Tego dnia postanawiamy się rozdzielić. Bowiem część grupy chce pokonać trasę o jeden dzień szybciej.
J. Bolesty nie jest tak przeludnione jak wcześniejsze, więc nie ma dużego problemu z znalezieniem miejsca na rozbicie obozu.
Dzień trzeci
Dzisiejszy ranek jest trochę chłodny. Zważywszy, że nie mamy zbyt dużej trasy do pokonania, to nie śpieszymy się z wyruszeniem.
Dzień jest dosyć pochmurny i zapowiada się na burze. Czasem dosięga nas jakiś przelotny deszczyk ale wówczas wystarczy schronić się pod drzewami rosnącymi na brzegach rzeki. W końcu gdy docieramy do Dowspudy pogoda gwałtownie się pogarsza. Trafiamy w sam środek burzy, pioruny grzmią niemal nad naszymi głowami a deszcz leje jak z cebra. Całe szczęście, że na chwile przed burzą zatrzymujemy się w pobliży zajazdu (lub raczej zapływu:). Więc burze przeczekaliśmy w bezpiecznym i suchym miejscu.
Obóz rozbijamy w Świętym Miejscu, z opowieści napotkanych tu turystów dowiadujemy się, że niewielu miało takie szczęście jak my. Prawie wszyscy są doszczętnie przemoczeni.
Dzień trzeci
Tego dnia wyruszamy bardzo ostrym tępem. Z mapy wynika, że bardzo długa droga przed nami, a musimy jeszcze zdążyć na pociąg do Augustowa. Dlatego dosyć rzadko zatrzymujemy się (więc i nie ma kiedy robić zdjęć). W chwili gdy planujemy się zatrzymać na mały postój w miejscu które według mapy powinno być w połowie drogi okazuje się, że jesteśmy już u ujścia J. Necko czyli u celu.































