Cel
Wypocząć, podziwiać piękne widoki, zrobić pare rolek zdjęć, oraz zdobyć najwyższy szczyt w polsce: Rysy.
Przygotowania
Przed wyruszeniem w góry należy zaopatrzyć się w odpowiednią ilość klisz. Może także przydać się filtr UV, Skylight lub pomarańczowy (jeżeli zabierzemy ze sobą również błony czarno-białe). Nie należy oczywiście zapominać o dobrych butach oraz plecaku z dobrym systemem nośnym. Korzyści z dobrego plecaka wyraĽniej odczujemy gdy sprzętu który chcemy zabrać będzie troche.
Jeżeli sprzęt jest zgromadzony, to pora wyruszać.
Opis
Dzień pierwszy - rozpoczynamy wędrówkę
Spotykamy się w punkcie A czyli Starym Smokowcu. Bowiem część grupy przyjechała już parę dni wcześniej. Natomiast my wyruszyliśmy rano z Warszawy i Bielskobiałej. Jest godzina 15. Jemy obiad, pijemy piwko i ruszamy w góry.
Pierwszy odcinek trasy pokonujemy kolejką, która dowozi nas na wysokość 1285 m. Stamtąd ruszamy już pieszo w kierunku Zamkowskieho Chata. Jeszcze mamy nadzieje, że uda nam się jednak dojść przed zapadnięciem mroku do Terrycho Chata. Jednak skrzyżowanie szlaku czerwonego z czerwonym pokrzyżowało nam plany. Noc spędziliśmy w Zamkowskieho Chata 1475 m. Nie wspominamy zbyt dobrze tego schroniska. Słowacy tam pracujący byli wyjątkowo nieuprzejmi. A ceny ciepłej wody rosły tam w tempie prawie geometrycznym.Dzień drugi - Czerwona Ławka
Wczesnym rankiem wstajemy jemy śniadanie i podążamy zielonym szlakiem w strone Teryho Chata czyli do punku C. Dzięń jest ładny i słoneczny. Wczesna jesień w górach wygląda szczególnie. Po stronie słowackiej tatr, turystów jest raczej mało.
Po krótkim odpoczynku w Teryho Chata, ruszamy dalej. Tym razem szlakiem żółtym. Czeka nas wspinaczka łańcuchami po niemal pionowej ścianie do Czerwonej ławki znajdującej się na wysokości 2352 m n.p.m.
Na Czerwonej Ławce dużo czasu nie spędziliśmy bowiem, było tam dosyć tłoczno. Ale wejście i zejście łańcuchami dostarcza dużo frajdy.
Po zejściu z Czerwonej Ławki ruszamy w kierunku Zbójnickiej Chaty. Tam planujemy zatrzymać się na dłuższą chwilkę zjeść obiad i dać odsapnąć stopom.
W drodze do Zbójnickiej Chaty trafiliśmy na mały płaskowyż gdzie były poustawiane setki kopczyków. Więc musieliśmy także ustawić jeden . Z tradycjami nie należy zadzierać.
Po odpoczynku w Zbójnickiej Chacie punkt D, wracamy na noc do Zamkowskieho Chata. Zaczynamy czuć już znaczne zmęczenie. Zwłaszcza, że nie wszyscy maja odpowiednie obuwie.
Dzień trzeci - droga na Rysy
Kolejny dzień owocuje kolejna podwyżką ciepłej wody dzisiaj to już 20 koron za kubek (pierwszego dnia było 5). Jeszcze szybki prysznic który kosztuje tyle co wynajęcie pokoju na dobę. I z uglą opuszczamy to nieprzyjemne miejsce, zostawiając wcześniej odpowiedni wpis w księdze gości, z której dowiadujemy się że w tym schronisku taka niegościnność nie jest niczym niezwykłym.
Po zejściu do Smokovca robimy sobie małą przerwę. Marek biegnie do kawiarenki, my uzupełniamy zapasy. Niestety mamy pecha przez przypadek kupujemy piwo bezalkoholowe. W bardzo złych humorach idziemy jeszcze coś zjeść po czym udajemy się na pociąg do Pesso, gdzie mamy rozpocząć marsz na Rysy.
Droga na Rysy w początkowej fazie jest lekka i łatwa. Kierujemy się czerwonym szlakiem do Chata Popradske pleso F, gdzie planujemy zrobić przerwę na obiad. Stamtąd dalej czerwonym szlakiem do Chaty pod Rysami 2250 m G.
W trakcie odpoczynku w schronisku przy Popradskim stawie, zauważamy sporą grupę Polaków także zmierzających do Chaty pod Rysami (łatwo było ich rozpoznać, bo pili wódkę z gwinta zapijali piwem i byli dosyć głośni). Dlatego postanowiliśmy trochę narzucić tempa. Bowiem w Chacie pod Rysami nie ma zbyt dużo miejsca, więc istniało ryzyko że nie pozwolą nam zastać na noc i będziemy musieli wracać. Dlatego proste się stało, że jeżeli będziemy wcześniej niż ta druga grupa polaków będziemy mieli większą szansę na nocleg. Więc ruszamy ostro do góry. Po drodze wyprzedzamy także inne grupy zmierzające do schroniska.
Powoli zaczyna być coraz bardziej stromo. Ale ciągle mamy nadzieje, że schronisko jest tuż za rogiem. Niestety nie jest. Czekają nas dzisiaj jeszcze łańcuchy.
Okazuje się, że w schronisku mają komplet. Ale jako, że jest póĽno pozwalają nam zostać. Siedzimy do póĄna przy lampach naftowych a spać będziemy na podłodze w głównej izbie. Niestety nawet na podłodze miejsca jest mało. Więc najwygodniej nie będzie.
Dzień czwarty - wracamy do Polski
Rano wstajemy obolali i niewyspani. Noc była bardzo ciężka. Jako, że do wieczora nazbierało się trochę gości. Więc jest dosyć tłoczno. Nawet na podłodze brakuje miejsca. Leżymy popupychani jak sardynki nie bardzo jest nawet jak się przewrócić na bok. Do tego w izbie jest dosyć ciepłe i suche powietrze więc trochę ciężko się oddycha. Na domiar złego zalazło się kilku takich co niezwykle głośno chrapią.
Po spakowaniu jemy szybko śniadanko i wyruszamy na Rysy. Jeszcze po wyjściu kierownik schroniska pokazuje nam droge w innym kierunku.
Po krótkim i łatwym podejściu zdobywamy Rysy. Jest jeszcze dosyć wcześnie więc nie ma tłoku. Mamy czas oby porozkoszować się pięknymi widokami. Jeszcze nie zdajemy sobie sprawy jakie tłumy turystów nadchodzą od polskiej strony.
Zejście nie jest już tak przyjemne jak wejście. Rysy po stronie polskiej są zdecydowanie bardziej strome. Sporą część trasy pokonuje się przy pomocy łańcuchów. Ta część góry jest także bardziej zacieniona niż słowacka. Co powoduje, że gdzieniegdzie zalega śnieg.
Po zejściu, robimy sobie krótką przerwę w schronisku przy Morskim Oku. Po czym wyruszamy niebieskim szlakiem w kierunku Doliny Pięciu Stawów. Tu też planujemy nasz ostatni nocleg.
Do schroniska przy Dolinie Pięciu Stawów docieramy już wieczorem. Tłok jest tu dosyć duży. Wszystkie miejsca są już zajęte. W izbie na dole jest ogrom ludzi. Niemalże każde miejsce gdzie można się rozłożyć jest już zajęte. My nauczeni doświadczeniem z poprzedniej nocy nawet nie próbujemy spać w schronisku. Bierzemy koce i planujemy rozłożyć się na zewnątrz. Udaje nam się znaleĽć troche desek podłogowych na które rozkładamy koce i tak też planujemy spędzić noc.
Dzień piąty - wracamy do domu.
Pomysł z noclegiem na dworzu okazał się bardzo dobry. Rano wstajemy wyspani i wypoczęci. Po śniadaniu pakujemy się i wracamy do Zakopanego. Skąd już wracamy pociągiem do Warszawy.
























































